Zuzanna Gnarowska

Parę lat temu kontynuowaliśmy cykl publikacji poświęconych sponsorom i wolontariuszom. Z uwagi na ogromne znaczenie wszystkich, którzy poświęcają się dla ciężko chorych i niepełnosprawnych dzieci, wracamy do tej tradycji. Rozpoczynamy od Zuzanny Gnarowskiej, jednej z najcenniejszych sojuszniczek Fundacji.

Zuzanna Gnarowska (z lewej) i Gabriela_Matuszewska

Od kiedy datują się Twoje związki z charytatywnością?

Od momentu, gdy związałam się z Darem Serca, co miało miejsce okolo 10 lat temu. Pewnie to zabrzmi dziwnie, ale bezpośrednim motywem mego przylgnięcia do organizacji była... zazdrość.
Tak, tak, dobrze usłyszałeś – „zazdrość”. Mój mąż, znany w środowisku Fundacji jako „Włade-czek”, odpowiedział pewnego razu na apel radiowy o pomoc dla dzieci; skontaktował się z biurem
i od tego momentu stosunkowo często zaczął odwiedzać Dar Serca. Po tych wizytach wracał do domu poruszony i z wieloma pomysłami dotyczącymi pomocy dla organizacji a zwłaszcza dla jej podopiecznych. Intrygowało mnie to, czułam, że muszę się jakoś włączyć w sprawę. 

Udało ci się ustalić, co było powodem poruszenia Władeczka?

Oczywiście, bez większego trudu. Mój mąż jest dobrym, wrażliwym człowiekiem. Czy po spotkaniach z dziećmi mógł wracać do domu, emanując spokojem? Nie bardzo to możliwe.
Znam nasze dzieci od dłuższego już czasu i wiem jak bardzo cierpią. Z powodu kalectwa, bolesnych zabiegów, odcięcia od świata, z powodu ludzkiej obojętności a nawet złej woli. Z drugiej strony potrafią mieć dystans do swego położenia, zachowywać się z wiarą i optymizmem. My wszyscy, zdrowi i sprawni możemy bardzo wiele się od nich nauczyć. Na pewno niejednemu pomogłoby bardzo, gdyby, przechodząc jakiś kryzys odbierający ochotę do życia, odwiedził je. Przekonalby się wtedy, ponad wszelką wątpliwość, że znajduje się w bardzo, bardzo uprzywilowanej pozycji. Oczywiście zalety obcowania z Fundacją nie kończą się na dzieciach.

Co masz na myśli?

Dar Serca to dla mnie wielka rodzina. Doświadczam w nim takiej bliskości, serdeczności i zrozumienia, jakich nie znam z innych miejsc społecznego obcowania. Obserwuję rekacje koleżanek i kolegów i wiem na pewno, że są zbliżone. Czy muszę udowadniać, że każdy z nas potrzebuje doznań, które wymieniłam, aby normalnie, spokojnie i skutecznie funkcjonować? Wyważałabym otwarte drzwi.

Jak Zuzannę odbierają ludzie Fundacji? Wszystko wskazuje, że zgodziliby się z opinią Marka Jezuita, Executive Volunteer: „Zuzanka jest wyjątkowo oddana sprawie. Serdeczna, chętna do pomocy, odpowiedzialna. Bierze udzial w każdym przedsięwzięciu Fundacji, ale jakoś najłatwiej ją zauważyć w czasie pikników. Chyba dlatego, że spoczywa wtedy na niej kompleksowe zadanie opiekowania się dziećmi i rodzicami, sprzedawania biletów loteryjnych, informowania o Fundacji itp. Mógłbym długo mówić, jak sumiennie Zuzanka wykonuje te obowiązki, ale dla zwięzłości
ograniczę się do istoty rzeczy: dzieci są zadbabne, rodzice – też, bilety loteryjne sprzedane, wszyscy, którzy chcieli się czegoś bliższego dowiedzieć o Darze Serca – dokładnie poinformowani. Nie  wyobrażam sobie Fundacji bez Zuzanki”.

Wyrazistość sylwetki Zuzanny – sponsora i wolontariuszki sprawia, że lgna do niej osoby o zbliżonych upodobaniach. Na przykład Gabriela Matuszewski i jej syn, Paweł. Gabriela i Paweł     systematycznie uczestniczą w piknikach. Ofiarnie dzielą z Zuzanną wymienione zadania, stając się współsprawcami kolejnych sukcesów Fundacji. Dodajmy jeszcze, że Paweł, który od pewnego czasu ma poważne kłopoty ze zdrowiem, nie mógł być obecny na ostatnim  pikniku. Towarzszył mu jednak sercem, o czym świadczy m.in. przekazana przezeń hojna donacja.