Rysia Skirucha

 Rysia (z prawej) z prezesem Fundacji Krystyna Pasek

Nie tak dawno mówiłaś, że masz „swoje lata”, tymczasem wszyscy odbierają cię jako młodą. Jest to skutek zaangażowania na rzecz Fundacji, czy tak?

Bo ja wiem...?

No jak to?! Ilekroć cię widzę na imprezie Daru Serca, promieniujesz radością i energią. Usłyszysz parę taktów muzyki i odruchowo zaczynasz tańczyć. Czy są to zachowania emerytki? A skoro tak, to Fundacja odmładza czy nie?

No, coś w tym jest. Z drugiej jednak strony skłamałabym, gdybym nie kojarzyła swego sposobu bycia z moją życiową sytuacją i z usposobieniem. Jeżeli chodzi o tę pierwszą, pozazdrościć mi może bardzo, bardzo wielu. Jestem urodzona pod szczęśliwą gwiazdą. Mam dobrego, kochającego męża, skutecznego biznesowo w takim stopniu, że nie muszę zarabiać na utrzymanie. Dzieci, inteligentne i ambitne, skończyły studia, usamodzielniły się i wszystko im się dobrze układa. Na cóz więc miałabym narzekać?!

Usposobienie moje harmonizuje z tym, co się dzieje w Fundacji. Lubię gwar, ruch, szybko zmieniające się sytuacje. Także nowe znajomości, bo z reguły ileś z nich okazuje się autentycznie wzbogacających. To wszystko znajduję w Darze Serca, to wszystko jest pobudzające, urozmaicające, ożywiające, a co za tym idzie podtrzymuje witalność znamienną dla młodości. A więc się zgadza: Fundacja odmładza.

Najbardziej cię widać w trakcie przygotowań do dorocznego balu. Czy dlatego, że lubisz balować?

Faktycznie, lubię, ale nie dlatego. Mogłabym być włączona w cokolwiek, ale tak się złożyło, że parę lat temu zadzwoniła do mnie Dorothy Malachowski, szefowa komitetu balowego. Wprawdzie niewiele w tym czasie wiedziałam o Fundacji, ale wystarczylo mi, że o włączenie się w prace komitetu prosiła właśnie ona. Znam Dorothy od dłuższego czasu i szanuję ją za dobroć, wrażliwość i długoletnią pomoc dla ciężko chorych i niepełnosprawnych dzieci.

Po każdym posiedzeniu komitetu dużo słyszy się o tym, jak skuteczna jest Rysia Skirucha...

Duża część aktywności komitetu to szukanie sponsorów. Jestem w tym szczęśliwym położeniu, że wielu moich znajomych to właściciele przedsiębiorstw. W zdecydowanej większości zgadzają się  poprzeć bal. Zwłaszcza, że dowiadują się ode mnie o dzieciach i o tym, że bal jest jedną z głównych imprez dochodowych, dzięki którym przyjeżdżają one na leczenie. Zdarzają się jednak przykre niespodzianki. Na przykład ostatnio moi bliscy znajomi zwodzili mnie długo, aby wreszcie zrezygnować ze sponsorowania. Odczułam to boleśnie.
Zdarza się też, że niektórzy ludzie, aby nie pomóc, opowiadają niestworzone historie o Fundacji. Oczywiście, negatywne w treści i wymowie. Gdy się dopytuję, skąd to wszystko wiedzą, mówią, że słyszeli od innych, ale nie dochodzili, jak się rzeczy mają naprawdę. Wstyd, wstyd, jeszcze raz wstyd!

Dużym przeżyciem dla dzieci był piknik ERA Industries, firmy męża, Zbyszka Skiruchy i jego partnera, Pawła Podedwornego. Czy trafnie się domyślam, że inspiracja wyszła od ciebie?

Trafnie. Zbliżenie się do Fundacji sprawia, że zauważamy i przeżywamy rzeczy, które dotychczas dla nas nie istniały albo istniały w mglistej, nieokreslonej postaci. Przede wszystkim cierpienie dzieci, powdowane ich kalectwem, operacjami i, chyba najbardziej, samotnością. Z reguły mają kochających rodziców, ale wiadomo: rodzice nie wystarczają - takie są prawa rozwoju społecznego i duchowego. Niestety, świat bywa okrutny i dlatego wciąż mało jest tych, którzy pragną się zbliżyć do dzieci o drastycznie ograniczonych mozliwościach normalnego funkcjonowania. Broń Boże, nie musiałam walczyć ze Zbyszkiem i Pawłem, aby dzieci były gośćmi na pikniku.Przeciwnie: zgodzili się natychmiast. Doświadczenie wyniesione z kontaktu z dziećmi spowodowało, że dla ERA Industries pilna stala się decyzja o ich sponsorowaniu. Zbyszek i Paweł podjęli ją natychmiast po pikniku.

Rozumiem, że rośnie w tobie determinacja podtrzymywania młodości przy pomocy Fundacji przez długie jeszcze lata?

Zgadza się. Niech żyje Dar Serca!

Przytoczona rozmowa nie obrazuje całokształtu życzliwości Rysi dla dzieci Fundacji. Minionego roku zorganizowała dla nich uroczystość gwiazdkową. Jak tradycja nakazuje była kolacja, wspólne kolędowanie, upominki. a nawet kieszkonkowe na ekstra wydatki. Najważniejsze jednak, że dzieci mogły się oderwać od codzienności wypełninej samotnością i cierpieniem. Pobyć w gronie życzliwych, rozumiejących rówieśników i dorosłych.
Rysia bierze udział w piknikach, zajmując się najczęściej wydawaniem żetonów. Jest cierpliwa, wyrozumiała, każdemu wychodzi naprzeciw. Nikogo nie dziwi, że do jej stoiska ustawia się dłuuuga
kolejka.
Droga Rysiu, jesteś sercach wszystkich w Darze Serca